35 lat temu

26 kwietnia 1986 roku cieszyliśmy się piękną słoneczną wiosną i nikt nie spodziewał się, że za naszą wschodnią granicą w Czarnobylu, w ówczesnym ZSRR, trwa dramat związany z największą w dziejach tragedią w dziedzinie energetyki jądrowej. Ukrywana przez komunistów prawda o awarii po kilku dniach, ze względu na wysokie promieniowanie na obszarze Europy, została odkryta. Gdy w Czarnobylu likwidowano skutki wybuchu, my piliśmy ohydny płyn Lugola. Nikt nie zdoła policzyć ofiar tej katastrofy, którą często określa się mianem wojny z atomem.

Od 35 lat powstają liczne publikacje na ten temat, wśród nich szczególnie cenna wydaje się być książka noblistki Swietłany Aleksijewicz. Pisarka przez kilkanaście lat zbierała materiały, rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli katastrofę, ale często pożegnali swoich najbliższych. Konsekwencją kataklizmu była też konieczność opuszczenia rodzinnych stron. Ludzkie dramaty zachowała dla potomnych białoruska pisarka i dziennikarka, a jej książka jest niejako pomnikiem dla ofiar Czarnobyla. Dziś do strefy skażenia wchodzą naukowcy, a nawet mieszka w niej kilkudziesięciu staruszków, którzy bardziej niż promieniowania boją się śmierci na obcej ziemi.
Rozmiar tej tragedii do dziś budzi strach, śmierć nadal zbiera żniwo, a sarkofag nad elektrownią przypomina światu o ukrytym pod nim niewidzialnym niebezpieczeństwie.
 
Zapraszamy do biblioteki po książki dotyczące tej tematyki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozmiar czcionki
Włącz kontrast