Jak 75 lat temu Polska żegnała Wincentego Witosa

 

Odrodzona po okresie niewoli Polska umiała być wdzięczna swoim Ojcom Niepodległości, a świadczy o tym chociażby fakt, jak żegnano ich w ostatniej drodze. Pogrzeb Piłsudskiego był wielką narodową ponadtygodniową manifestacją. Dla nas jednak to ostatnie pożegnanie Wincentego Witosa było wydarzeniem, które najbardziej nas porusza, bowiem o nim opowiadają jeszcze ostatni żyjący wśród nas  świadkowie, którzy 6 listopada 1945 r. z odległych wiosek naszego powiatu, na piechotę, szli tłumnie do Wierzchosławic, aby oddać cześć, temu, który wyszedł z ludu i do końca swoich dni był mu najwierniejszy. Dla młodszego pokolenia przypominamy to wydarzenie, nazwane przez jedno z ówczesnych czasopism mianem „narodowej procesji”, odnotowane w kalendarium pod nieco zaskakującą datą, a raczej okresem 3-6 XI 1945 r. cytując opis za opracowaniem „O Wincentym Witosie. Relacje i wspomnienia” Jana Borkowskiego. Zapraszamy do lektury:

„Niedługo po podaniu przez radio wiadomości o zgonie Witosa (31 X 1945) załopotały na wietrze wywieszone na gmachach państwowych i kamienicach krakowskich biało – czerwone i zielone flagi, przybrane kirem i na znak żałoby opuszczone do połowy masztów. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w piątek rano 2 listopada 1945 r. w kaplicy szpitala bonifratrów, gdzie zabalsamowane zwłoki spoczywały w zwykłej drewnianej trumnie. Tego dnia o godzinie 15.00  chłopi ziemi krakowskiej, w swoich narodowych sukmanach i rogatywkach, wynoszą na ramionach trumnę z kaplicy, otoczonej zwartą ciżbą chłopów. Kompania honorowa Wojska Polskiego prezentuje broń. Rusza żałobny pochód poprzedzony orkiestrą i kompanią honorową z okrytym kirem sztandarem WP. Idą liczne delegacje, które już przybyły na pogrzeb z całego kraju z zielonymi sztandarami w żałobie. Za trumną jedyna córka z dwojgiem wnucząt i rodzina zmarłego, przedstawiciele władz państwowych i wojska, władze naczelne i okręgowe naszego stronnictwa oraz wielkie rzesze chłopów. Kondukt powoli, dostojnie posuwa się ulicami- Krakowską, Stradom i Grodzką-wśród zwartego szpaleru ludzi i bicia dzwonów we wszystkich krakowskich kościołach.(…) Na Rynku Głównym pochód kieruje się do kościoła Mariackiego. Tam trumna zostaje umieszczona na wysokim podium , wśród gorejących świec, i otoczona sztandarami. Po odprawieniu egzekwii tłumy krakowian i chłopów z okolicznych wsi ustawiają się w nie mający końca szereg i przesuwają się przed trumną przez długie godziny, do późnej nocy. W sobotę dalszy ciąg uroczystości w kościele Mariackim. (…) Po nabożeństwie i egzekwiach odprawionych przez biskupa Rosponda i arcybiskupa Sapiehę trumnę okrytą zielonym sztandarem bierze na ramiona ośmiu chłopów z ziemi krakowskiej w narodowych strojach i niesie ją wśród szpalerów utworzonych z pochylonych sztandarów do miejsca, gdzie na Rynku Głównym stał pomnik A. Mickiewicza. Tam ustawiają ją na wysokim podium. Prezydent KRN dokonuje aktu dekoracji trumny Krzyżem Grunwaldu i wygłasza pożegnalne przemówienie(…). Potem znów chłopi biorą trumnę na ramiona i ustawiają ją na wozie specjalnie przygotowanym z dużej platformy konnej. Po obu stronach trumny staje na wozie sześciu krakusów i górali, jako jej honorowa warta na całą bardzo długą drogę do Wierzchosławic. Niebo zasłaniają ciemne chmury, pada jesienny deszcz, a mimo tej złej listopadowej pogody kondukt z trumną, okrążywszy dokoła Rynek Główny, skierował się w stronę Tarnowa i ciągnie między polami wolnym pogrzebowym krokiem , jakby kolorowymi falami rzeka płynęła tarnowskim gościńcem.(…) W czterech etapach przez wsie i miasta pięciu powiatów, minuta za minutą, godzina za godziną, idzie żałobny pochód za trumną Witosa, utuloną „rękami czarnymi od pługa” przez stojącą przy niej wartę krakusów i górali , którzy ją przez cała drogę podtrzymują, aby zmarły mógł spokojnie odpoczywać nawet na wybojach.(…) Pierwszy etap pochodu wypadł w Wieliczce. Ludność tego górniczego miasta już u jego granic oczekuje na trumnę. Zapełnia tłumnie ulice, wraz z chłopami okolicznych wsi, aby złożyć ostatni pokłon zmarłemu. Z tej miejscowości kondukt wyrusza rano następnego dnia i posuwa się przez siedem pagórków porżniętych wyboistymi koleinami.(…) Przed samą Bochnią- stanowiącą drugi etap tej ostatniej podróży Witosa-oczekiwały tysiące ludzi z duchowieństwem i orkiestrą.(…) W Brzesku także odbyły się manifestacje żałobne ludności, a pod wieczór tego dnia kondukt zatrzymuje się w Wojniczu.(…) Z tego miejsca aż do samych Wierzchosławic wóz z trumną Witosa ciągną sami chłopi. W dniu 6 listopada wieś rodzinna przyjęła na zawsze swego wiernego syna. Jej mieszkańcy skupili się przy wzniesionej na jej skraju pożegnalnej bramie, nakrytej symboliczną strzechą słomianą. Na niej ułożony z wielkich liter napis: „Moje będzie za grobem zwycięstwo”. Narodu tyle się zebrało, że trumna Witosa unosi się nad morzem głów ludzkich. Niejeden raz za życia prezesa gościły Wierzchosławice dziesiątki tysięcy chłopów, lecz takiej liczby zgromadzonych nie widziano tu jeszcze nigdy. Prasa podaje, że zebrało się ponad sto tysięcy ludzi.(…) Po ostatnich egzekwiach odprawionych w kościele trumna Witosa ustawiona zostaje na wysokim podium na zewnątrz kościoła. Przy niej staje chłopska warta honorowa w asyście kosynierów i chorążych ze sztandarami. Rozpoczyna się przed nią ostatnia defilada.(…) A potem na cmentarzu siedemnastu mówców żegnało zmarłego.(…) Dopiero o późnym zmroku wniesiono zmarłego do kaplicy cmentarnej rodziny Witosów. Wojsko żegnało go salwą honorową, a orkiestra odegrała hymn państwowy. Do podziemi trumna spuszczona została dopiero po dwóch dniach, aby mogli ją pożegnać wszyscy pragnący to uczynić. Po pogrzebie przez wiele dni do grobu Witosa przybywały całe koła stronnictwa, rzesze chłopów z okolicznych i dalszych wsi, by złożyć mu hołd”.

Pewnie jest jeszcze wśród nas ktoś, kto osobiście uczestniczył w tym niezapomnianym wydarzeniu. Jeszcze przed kilku laty jedna mieszkanka Marcinkowic opowiadała, jak, słaniając się na nogach, wracała z pogrzebu Witosa. Jak sama wspominała, jako siedemnastolatka, nie spodziewała się, że będzie to całodzienna uroczystość i nie zaopatrzyła się w niezbędny prowiant na tę ponaddwudziestokilometrową pieszą pielgrzymkę. Jednak dała radę i pozostały piękne wspomnienia, którymi dzieliła się ze znajomymi.

Fotografie pochodzą z książki pt. „Wójt z Wierzchosławic” autorstwa Andrzeja Zakrzewskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozmiar czcionki
Włącz kontrast